violin

W pokoju panuje atmosfera grzesznej namiętności. Z głośników dobywają się dźwięki rockowych ballad złożonych w składankę na spotify’u, za jedyne źródło światła służą trzy świece rozstawione na nocnym stoliku. Tam też stoją kieliszki: jeden w ćwierci wypełniony czerwonym półwytrawnym winem, z krawędzią poznaczoną równie czerwonym śladem szminki, drugi opróżniony niemal do końca –na samym dnie zebrała się oleista kropla albo dwie. Kieliszki oraz spoczywająca przy nich butelka rzucają niespokojne cienie na ścianę naprzeciwko – hipnotyzujący taniec, niepowtarzalne przedstawienie, którego jednak nikt nie ogląda.

Continue Reading "Lekcja muzyki"
bench

W Danii na jednej z wysp znajduje się Odense – miasto raczej studenckie, coś na wzór naszego Krakowa, choć na o wiele mniejszą skalę, takie przynajmniej odnoszę wrażenie. W środku tegoż miasteczka, w którym tak przy okazji urodził się niegdyś Hans Christian Andersen, nieopodal starówki mieszczą się rozliczne tereny zielone, które w Polsce nazwano by parkiem. Nie wiem, czy tutaj ma to jakąś konkretną nazwę. W każdym razie wśród zieleni traw i drzew rozlane są jeziorka, całość natomiast otacza niezbyt skomplikowana sieć alejek usypanych żwirem. Przy dróżkach postawili Duńczycy drewniane ławeczki. Na jednej z nich – oddalonej nieznacznie od innych, położonej w takiej jakby leśnej wnęce, tuż nad samym brzegiem zbiornika wodnego – siedzę ja: obcy w obcym kraju.

Continue Reading "Ja, obcy"
INK

Chwilę temu modne było łapanie smartfonem pokemonów. Moda ta, jak to zwykle bywa, szybko przebrzmiała. A może wszystkie stworki zostały już pochwycone? Nie wiem. Za mojego dzieciństwa też zbierało się pokemony, ale w formie takich plastikowych krążków – tazosów chyba. Na podwórku wymieniało się również karteczkami do segregatorów (ciekawe, co dzisiejsze dzieciaki pomyślałyby o takim koncepcie). Nade wszystko jednak kupowało się markowe chipsy, żeby zdobyć nowy super tatuaż. Przylepiało się kartonik na ciało, przemywało wodą i po oderwaniu papierka, jeśli miało się ciut szczęścia, można było szpanować zmywalną dziarą i zbierać punkty lokalnego respektu przy osiedlowym trzepaku (bo tam wszystkie łobuzy się zbierały). Fajna to była zabawa, taka beztroska, a poznaczone malunkami łapy wzbudzały jakąś taką ogólną wesołość, szczerą radość.

Continue Reading "Tuszem pod skórą"
wedding

Niezmiennie dziwi mnie fakt, że ludzie są zdolni do lubienia mojej osoby. Jestem człowiekiem podłym, męczącym, wiecznie narzekającym, sarkastycznym, opryskliwym, niemiłym. Mimo to mam przyjaciół, mam kolegów i koleżanki. I oni mnie lubią albo bardzo dobrze udają. Ale po co udawać, zwłaszcza, że nic ode mnie dostać w zamian nie mogą. Owszem, jestem im wdzięczny za zaufanie, miło mi strasznie, że komuś się chce ze mną przebywać, że ktoś podejmuje próby dialogu kończące się zwykle jednak monologiem, bo ja przecież nie lubię rozmawiać. Ale słuchać lubię. I obserwować. Nigdy natomiast nie okażę im tej wdzięczności, bo ja o emocjach jeszcze bardziej nie lubię mówić niż o czymkolwiek innym.

Nie o lubieniu jednak ma być ta notka a o weselach.

Continue Reading "Gorzkie weselisko"
city-street-alley-rain-night

Przyszła do mnie noc. Nie spodziewałem się jej tak szybko. Zaskoczyła mnie, wtargnęła po cichu. Opiekuńczym gestem okryła rozgwieżdżonym pledem. Przebiegły wiatr kąsa chłodnymi podmuchami, łapię za niebiańską materię i przyciągam ją blisko do ciała, otulam się, by ciepło jaśniejących gwiazd choć trochę ogrzało wyziębiony organizm. Patrzą na mnie te gwiazdy, nie ma w tym spojrzeniu szacunku, nie ma miłości. Jest za to wyrzut i odraza. W oczach gwiazd jestem marną gnidą, która zaplątała się nie w swoim świecie, żeruje na nich, żądna krwi, niespokojna, wstrętna. Noc jest moją matką, gwiazdy jej niewolnicami. Wszystkie są moje, ja nie jestem ich. Niczyj jestem. Należę tylko do nocy, mrokowi jestem posłuszny. Nie ma we mnie krzty dobroci. Bratem mym wiatr, równie zimny i nieprzejednany, co ja.

Continue Reading "Drogą na samo dno"
sorrow

Mówi się, że żyć należy tak, żeby niczego nie żałować. Zastanawiam się, czy jest to w ogóle możliwe, czy istnieje bądź istniał ktoś taki, kto życie swe przeżył, ani razu nie czując żalu. Ja żałuję kilku rzeczy. Kiedy byłem młodszy i głupszy, żałowałem, że żyję. Teraz jestem ciut mądrzejszy i po prostu żałuję, ale z życia swojego się cieszę i je w miarę możliwości szanuję.

Nie będę tu wyliczał spraw, których żałuję, bo jeszcze przypadkiem ktoś zainteresowany zbłądzi, przeczyta te słowa i zrobi mu się przykro. A ja będę później żałował, że litery, które stawiam sprowadziły na tego czy tamtą ból i cierpienie. Po co mam sobie teraz głupio dodawać kolejną pozycję do listy żalów. Starczy, że napiszę o dwóch rzeczach: o moim przeszłym życia żałowaniu i strasznym kłamstwie, jakim jest stwierdzenie, że żyć trzeba, żeby niczego nie żałować.

Continue Reading "Życia już nie żałuję"
Comic-Con

Kiedyś jeździłem na konwenty. Może nie jakoś strasznie często, ale lubiłem wsiąść z kumplami w pociąg i znaleźć się tam, gdzie akurat podobni mnie siedzieli. Słuchałem prelekcji, brałem udział w różnych dziwnych konkursach, bawiłem się na larpach, spałem we wspólnych salach, jadłem syf, a wieczorami piłem tanie piwo. Zupełnie jak kilka setek innych osób. Cholernie miło wspominam te wyjazdy. Nie obchodziło mnie, że trzeba się tłuc rozlatującym się pociągiem bez miejsca siedzącego, miałem gdzieś, że trzeba się było myć w umywalce w szkolnej łazience, nie płakałem, że, kuźwa, kilkadziesiąt osób chrapie, a ja zasnąć nie mogę, że nie wspomnę o ohydnym smrodzie charakterystycznym dla dużych skupisk ludzkich upakowanych w zbyt małej przestrzeni. Wtedy nie zwracałem na to uwagi. Teraz już tak. Jestem starym człowiekiem.

Continue Reading "Konwentowy wampir"
baseball

Stoi z przyjaciółmi, rozmawia. Błahe tematy toczą się nieprzerwanym potokiem. Gry komputerowe, ostatnio widziany film z mocarnym Arniem, żenujące wystąpienie któregoś polityka – żaden z zainteresowanych nie jest w stanie przypomnieć sobie jego nazwiska. Rozbrzmiewa perlisty śmiech.

Jest inny. Został wybrany. Ale teraz jest przyjacielem. Później przyjdzie czas na rzeczy wielkie. Przyjaźń nie jest rzeczą wielką, jest sprawą doraźną, na tu i teraz. Jest inny, lecz oni tego nie widzą. Nie chcą dostrzec symptomów. Raka, który trawi jego umysł. A który pragnie strawić cały znany świat. Patrzą i widzą jedynie bratnią duszę. Ludzie są ślepi, doszukują się dobra tam gdzie go nie ma, wciąż przeoczają zło.

Continue Reading "Stworzony do rzeczy wielkich"
From-airplane-window

Kłębią się białe chmury, a ja lecę ponad nimi. Nie spieszy się ani mnie, ani im. Różnica jest taka, że one podążają bez wyraźnego celu pchane chaotycznymi podmuchami wiatru, ja natomiast, czy raczej maszyna w trzewiach której siedzę, zmierza do konkretnej, z góry ustalonej destynacji. Patrzę na wierzchołki gór, których pewnie nigdy nie zdobędę, hen daleko w dole szklą się lustra jezior i wstęgi rzek. Gdzieniegdzie naturalny krajobraz zdobią makiety miast rozrzucone jak w dziecięcej igraszce. Mknę z prędkością blisko ośmiuset kilometrów na godzinę na wysokości dwunastu kilometrów. Spoglądam przez okienko z szeroko otwartymi ustami i nie mogę nadziwić się maleńkością i kruchością świata pode mną. Trwa to tak długo aż jasny refleks słońca odbity na skrzydle nie zaatakuje moich oczu. Odwracam wzrok z myślą, że człowiek to jednak cwana bestia – udało mu się okiełznać niebo.

Continue Reading "Magia latania"
divergent

Graalem dla każdej oficyny książkowej jest tytuł, który zaraz po wydaniu trafi na ekrany kin całego świata. Panuje bowiem teza, że adaptowana na medium filmowe książka staje się w jednym momencie hitem pożądanym przez każdego. Owszem da się zauważyć pewną zależność między wzrostem sprzedaży danego tytułu, a premierą jego kinowej wersji. Zastanawia mnie, dlaczego tak się dzieje. Pomyślcie, przecież to nie ma sensu!

Continue Reading "Czytać czy oglądać"